Historyczny sukces. Dwa medale duetu Gołaś-Walas na igrzyskach paralimpijskich
Michał Gołaś i jego przewodnik Kacper Walas zostali bohaterami polskiej reprezentacji podczas XIV Zimowych Igrzysk Paralimpijskich Mediolan-Cortina 2026. Polacy wywalczyli dwa medale - brązowy w slalomie gigancie oraz srebrny w slalomie.
Pierwszy sukces polski duet odniósł w slalomie gigancie. Po porannym przejeździe Polacy zajmowali czwarte miejsce. Michał Gołaś popełnił wtedy drobny błąd techniczny, który przy dużej prędkości kosztował ich półtorej sekundy straty do lidera. W finałowej rundzie biało-czerwoni postawili na pełne ryzyko. Mimo trudnych warunków i mocno naruszonej przez słońce trasy, zdołali odrobić straty i stanąć na najniższym stopniu podium, zdobywając dla Polski pierwszy od ośmiu lat medal igrzysk paralimpijskich.
Jeszcze większe emocje przyniósł start w slalomie, który odbył się w ekstremalnych warunkach pogodowych. Intensywne opady śniegu i gęsta mgła sprawiły, że widoczność na trasie Tofana była minimalna. Polacy prowadzili po pierwszym przejeździe i realnie mierzyli w złoto. W drugiej rundzie musieli jednak uznać wyższość faworyta, Włocha Giacomo Bertagnollego, który był szybszy o 0,27 sekundy.
- Dopiero jak nam zawiesili te medale na piersiach, to do nas dotarło, że się udało! Niesamowite uczucie! Medal igrzysk smakuje zupełnie inaczej niż medale mistrzostw świata czy uniwersjady. Stanąć na paralimpijskim podium - to najważniejsze, co da się w sporcie osiągnąć. Oczywiście, można jeszcze zmienić kolor medalu, o co w przyszłości na pewno powalczymy - mówił tuż po dekoracji Michał Gołaś.
Sukcesy te są wynikiem niezwykłej współpracy między zawodnikiem a przewodnikiem. Michał Gołaś startuje w grupie osób z niepełnosprawnością wzroku, więc na stoku musi bezgranicznie ufać Kacprowi Walasowi. Przy ogromnych prędkościach o bezpieczeństwie i wyniku decyduje precyzyjna komunikacja głosowa. Zawodnicy od lat wspólnie wypracowują system komend, ponieważ w tej dyscyplinie nie ma gotowych schematów. Sami podkreślają, że ich zgranie ociera się o perfekcję, a wzajemne zaufanie pozwala na rywalizację z najbardziej utytułowanymi sportowcami świata.
- Ja dalej nie dowierzam, że oni to zrobili! - mówił wyraźnie wzruszony trener podwójnych medalistów paralimpijskich, Michał Kłusak. - Jak zobaczyłem ich pierwszy przejazd, to już miałem łzy w oczach. Bo widziałem, że jadą dokładnie tak, jak ćwiczyliśmy, jak się przygotowywaliśmy, jak ja chciałem, jak oni chcieli, jak wszyscy oczekiwali! Ostatecznie do złota zabrakło 0,27 sekundy, ale nie smucimy się, bo mamy medal, który w tych warunkach było piekielnie trudno zdobyć. Dzisiaj spadło pół metra śniegu, a obsługa od rana odśnieżała trasę. Było ciężko, ale chłopaki dali radę.
Radości nie krył Łukasz Szeliga, prezes Polskiego Komitetu Paralimpijskiego. - Michał Gołaś jest Kacprem Tomasiakiem igrzysk paralimpijskich! Tak jak nasz skoczek narciarski na igrzyskach olimpijskich, to nasza gwiazda, która nam się tu, w Mediolanie i Cortinie, narodziła. Te dwa medale, które wywalczyli tu Michał z Kacprem, są dla mnie jak dwa złote medale. Bo czekaliśmy na choćby jeden aż osiem lat. To są narodziny gwiazdy czy też gwiazdorskiego duetu i jestem przekonany, że mają potencjał, żeby zdobyć jeszcze wiele medali - powiedział.
Polscy medaliści już teraz zapowiadają, że ich ambicje sięgają jeszcze wyżej. Wywalczone srebro i brąz dają im pewność siebie przed kolejnymi igrzyskami paralimpijskimi w Alpach Francuskich, na których polski duet chce powalczyć o brakujące w kolekcji złoto.
- Możemy tylko obiecać, że będziemy jeszcze silniej pracować i trenować, żeby powalczyć tam o najwyższe miejsce na podium. Myślę, że te medale w Mediolanie i Cortinie dodadzą nam pewności siebie we wszystkich kolejnych startach. Pewnie zaczniemy też więcej czasu poświęcać treningom konkurencji szybkościowych, bo od dziecka specjalizujemy się w technicznych - podsumował Michał Gołaś.